bajka z morałem
"Totalny Fikoł" czyli bajka enneagramowa dla dorosłych
ENNEAGRAM – potężna mapa osobistej zmiany, wykorzystywana w coachingu i szkoleniach na całym świecie. Podobno wywodzi się z bardzo starej tradycji Sufich. Enneagram dzieli ludzi na dziewięć podstawowych typów osobowości, którym tradycyjnie przypisano dziewięć zwierząt. Poznanie własnego zwierzęcia jest kluczem do przemiany, jaka może zajść w życiu człowieka. Jakie jest Twoje Zwierzę i jak ma wyglądać przemiana? W ustaleniu tego pomoże niniejsza bajka…
Przenieśmy się teraz na chwilę w krainę wyobraźni...
~~~
Było sobie raz dziewięcioro zwierząt. Przybyły one do lasu po cudowny Klejnot, leżący na dnie jeziora. Ale żadne z nich nie potrafiło go zdobyć i dziwiły się dlaczego.
Mrówka próbowała zdobyć Klejnot ciężką pracą i godną podziwu dokładnością. Latami czerpała liściem krople wody z jeziora, aż osuszyła jezioro zupełnie. Jednak gdy tego dokonała, była tak zmęczona, że nie pragnęła właściwie niczego - stała tylko i gapiła się tępo w muł.
Paw obawiał się, że mieszkańcy lasu, pochłonięci szukaniem Klejnotu, przestaną Jego, Pawia, podziwiać. Rozłożył ogromny ogon i napuszył się znacznie, twierdząc, że to on sam ma tutaj najwyższą wartość. Wszyscy w skupieniu podziwiali pawi ogon, a tym czasem Klejnot jak leżał na dnie jeziora nieodkryty, tak leżał.
Potem przyszedł Kot. Ten dobrze znał wartość Klejnotu. Długo i żałośnie zawodził pieśni o jego urodzie - Klejnot był przecież taki piękny, taki piękny…. Przy blasku księżyca kot wędrował po gałęziach drzew, zachwycając się mroczną scenerią i przepychem romantycznej nocy. W pewnym momencie, pragnąc chyba stąpać po czystym blasku księżyca, uczynił nierozważny krok w przepaść rozpościerającą się tuż pod jego miękkimi łapami. Nikt nie widział jak spadał z wysokości sosen, a potem, jakby w zwolnionym tempie, uderzył ciałem w taflę jeziora, rozbryzgując tysiąc srebrnych kropel. Nie umiał pływać – przepadł na zawsze w toni.
Sowa była roztropniejsza - opracowała chytry plan złowienia Klejnotu na wędkę. Plan miał wszak słaby punkt. Okazało się, że do łapania na wędkę kamieni, zwykły haczyk nie całkiem się nadaje i Sowa swój pomysł musiała zweryfikować. Weryfikowała i weryfikowała, zagłębiając się w literaturze przedmiotu oraz zapisując na kartce kolejne teoretyczne pod-warianty rozwiązań, a międzyczasie czas płynął, a Klejnot spoczywał na dnie jeziora nietknięty.
Zając martwił się, że woda w jeziorze może mieć zgubny wpływ na krystaliczną strukturę Klejnotu. Obawiał się glonów, że zanieczyszczą, ścieków, że rozpuszczą oraz niszczycielskiego wpływu podwodnych wulkanów. A już szczególnie niepokoiła go obecność w jeziorze pewnego typu żarłocznych małży, zdolnych – jak czytał – w ciągu jednego lata przeżreć dno stojącej na przystani motorówki. Skoro tak, jakież tragiczne może okazać się ich oddziaływanie na podwodne Klejnoty? Zając dygotał ze strachu pomagając przy budowie oczyszczalni i wspierając plany lokalnych władz w walce z mięczakami. Pomimo jednak wszystkich tych, skądinąd pożytecznych czynności, bezcenny Klejnot, leżał sobie w najlepsze – Bóg wie gdzie.
Nosorożec był bardzo duży i silny. Wskoczył do jeziora i za jednym zamachem wychlapał z niego całą wodę pozostawiając jedynie suchą nieckę. Niestety fala była tak mocna, że razem z nią został wychlapany także Klejnot, który niestety zaginął potem w niewyjaśnionych okolicznościach.
Pozostał jeszcze prastary mieszkaniec jeziora – Wieloryb. Wieloryb od początku twierdził, że jest prawowitym właścicielem Klejnotu, choć go między Bogiem a prawdą, nigdy na oczy nie widział. Być może należy winić o to wysokie zamulenie wody rejonów przydennych, gdzie żerował? Tak czy owak, Wieloryb snuł marzenia, co to będzie, gdy kiedyś wreszcie odnajdzie upragniony skarb. I póki co, na marzeniach się kończyło.
Pewnego dnia, dziewięć zwierząt rozczarowanych swoimi niepowodzeniami udało się do Bajmistrza, z prośbą o radę. Bajmistrz przyjrzał się im wszystkim po kolei, po czym nauczył je praktycznej umiejętności zwanej Totalnym Fikołem.
- Każde z was ma talent. – powiedział. - Nie wykorzystujecie go jednak w sposób właściwy, ale trwonicie. Gdybyście nauczyły się właściwie korzystać z mocy, wówczas wydobyłybyście kamień bez problemu. Oznacza to jednak działanie wynikające z miłości, w miejsce działania obarczonego lękiem.”
I tu Bajmistrz pouczył Mrówkę:
„Masz talent do pracy. Gdybyś jednak zamiast harować w pocie czoła, otworzyła się z ufnością na świat – inni pomogliby ci, nawet nie wiesz jak i kiedy”
Usłyszawszy to, Mrówka zorganizowała party, na które zaprosiła swoich przyjaciół. Bawili się świetnie, a że była ciepła noc, rozpalili pod drzewem ognisko, pili wino i do późna opowiadali dowcipy. Potem Okoń rzucił hasło, żeby iść na pomost. Poszli i długo tam jeszcze siedzieli gapiąc się na księżyc. „Marzę o zdobyciu Klejnotu, który leży na dnie”, szepnęła kompletnie zamroczona Mrówka, przytulając się do Okonia. Okoń pocałował ją, wskoczył do wody i wyłowił z dna Klejnot. A potem się Mrówce oświadczył.
A wtedy Bajmistrz pouczył Psa:
„Uwielbiasz towarzystwo. Gdybyś jednak zamiast fascynować się innymi i ich życiem, i zamiast tracić czas na załatwianie cudzych spraw, ujrzał wewnętrznym okiem urzekające piękno Klejnotu, wówczas… zapragnąłbyś Go i zacząłbyś Go szukać. A gdybyś znalazł Klejnot – o - wtedy dopiero byś wszystkich zainspirował!”
Na te słowa Pies szczekając głośno i rozchlapując łapami wodę, zaczął tańczyć przy brzegu swój dziki i liryczny taniec. Przestał być na chwilę Psem, stał się artystą, który olśnił i wzruszył wszystkich paletą uczuć. Piękno, gracja i żywioł stały się nagle tak dobitnie obecne, że nikt nie miał już wątpliwości, czym jest celebrowanie każdej chwili, czasem wzruszającej do łez, a czasem budzącej żarliwą chęć modlitwy. Pozostało tylko jedno - w pół tanecznego pas, Pies z gracją zanurkował, by już po chwili, ku zdumieniu wszystkich patrzących, wypłynąć na powierzchnię z Klejnotem w pysku. Następnie wrócił na brzeg, położył Klejnot na trawie i z dumą otrząsnął sierść z wody tak, że dosłownie wszyscy byli mokrzy. A potem zwierzęta długo jeszcze podziwiały Klejnot i grzały się w jego ciepłym świetle.
I tu Bajmistrz pouczył Pawia:
„Potrafisz zachwycać – masz taki cudowny, drogocenny ogon. Gdybyś jednak zamiast patrzeć tylko na siebie, naprawdę zauważył kiedyś innych i gdybyś tak ze szczerego serca zatroszczył się o nich – oni pomogliby ci wydobyć z dna jeziora Klejnot, którego tak bardzo wszyscy pragniecie.”
Gdy padły te słowa, Paw złożył swój piękny ogon – który dotąd zasłaniał mu cały świat – i rozejrzał się po lesie. Oj, wcześniej nie zdawał sobie sprawy jak ten las tętni życiem! W pobliżu jenot taszczył upolowaną kuropatwę, w trzcinach stała czapla, a na pobliskiej gałęzi przepychały się sójki. Nieco dalej sarna chwaliła się przed łosiem, a w zaroślach chrząkał rozzłoszczony suseł. Każdy podążał w swoją stronę, załatwiał swoje sprawy – a Paw odwiedzał wszystkich po kolei i pytał – pytał szczerze, co słychać. I gdy już wiedział co słychać u każdego mieszkańca lasu i gdy już naprawdę polubił wielu z nich – a może nawet niektórym z nich udało mu się pomóc, wówczas okazało się, że wspólnymi siłami, zwierzęta są w stanie rzeczywiście podjąć się najtrudniejszego zadania. Było to zadanie, jakiego nikt wcześniej w lesie się nie podjął. Jezioro zmeliorowano. Znaleziony na jego dnie Klejnot był odtąd chlubną własnością wszystkich.
A wtedy Bajmistrz pouczył Kota:
„Potrafisz bardzo mocno pragnąć. Gdybyś jednak zamiast cierpieć bezowocnie i ulegać bez końca nierealnym fantazjom, wziął się do systematycznej pracy - własnymi siłami zaspokoiłbyś pragnienie i odzyskałbyś Klejnot, nie trwoniąc życia.”
Kot słysząc to, przystąpił do samodzielnego budowania łodzi podwodnej. Pracował dniem i nocą, uśmiechając się pod wąsem czule, z wielkiej sympatii dla swego dzieła. Wstawał przed świtem. Kładł się długo po zachodzie słońca. Jego delikatne poduszeczki z czasem stwardniały od trzonka topora, a lśniące gęste futro wypłowiało na słońcu. Z kawiarnianego lowelasa Kot stał się zahartowanym i zdyscyplinowanym rzemieślnikiem. Dzień po dniu rósł na brzegu pękaty kadłub, a mieszkańcy lasu dosłownie nie mogli wyjść z podziwu nad skrzętnością i dokładnością Kota. Gdy łódź była już prawie gotowa, Kot za pomocą koniuszka własnego ogona delikatnie posmarował wszystkie deski pszczelim woskiem. Potem zaś wszedł po trapie na pokład, przełożył dźwignię do pozycji „pełne zanurzenie” i wydobył z dna jeziora Klejnot, jak gdyby nigdy nic.
Następnie Bajmistrz pouczył Sowę:
„Zgromadziłaś wielką wiedzę. Gdybyś jednak skupiła się bardziej na przeżywaniu życia, niż na rozmyślaniu o jego zagadkach, twoja wiedza dałaby znacznie szybsze i bardziej konkretne rezultaty”
Wkrótce potem, Sowa wystartowała w zawodach motocyklowych i zdobyła w nich pierwszą nagrodę. Za zarobione pieniądze kupiła sobie land rovera i wyruszyła w nim na rajd po Saharze. Znów zwyciężyła i zgarnęła kasę. Potem jeszcze nauczyła się tańczyć flamenco i zapisała się na warsztaty samoobrony, a wreszcie zrobiła kurs płetwonurków i zatrudniła się przy obsłudze platformy wiertniczej. Niedługo potem, przejeżdżając przypadkiem przez las, założyła się z kumplami, że zanurkuje i wyłowi Klejnot. I oczywiście udało się jej to.
Wtedy też Bajmistrz pouczył Zająca:
„Posiadasz umiejętność błyskawicznej i trafnej oceny sytuacji. Gdybyś jednak zamiast koncentrować się na martwieniu się, zaufał, że wszystko potoczy się pomyślnie – odnalazłbyś w sobie odwagę, by skończyć to, czego się podjąłeś. I to bez odkładania na potem i zbędnej zapobiegliwości.”
Słysząc te słowa Zając namyślił się głęboko, potem zaś poszedł do swojej nory i zasnął przeraźliwie chrapiąc. Nazajutrz rano, pomimo iż budzik dzwonił jak zwykle na szóstą – wstał dopiero kwadrans po jedenastej. To był – jak zwykle – ciężki dzień. Od południa z furią wydzwaniał telefon – dzwoniono z oczyszczalni, z urzędu i z laboratorium, w którym Zając przedwczoraj zlecił ekspertyzę. Dzwoniła ciotka z pytaniem o to, kiedy wreszcie Zając ją odwiedzi i dzwonił hydraulik w sprawie cieknącego kranu. Dzwoniło jeszcze wiele innych osób. Zając potrafił domyślić się kto dzwoni po samej tylko barwie dzwonka – tak wyczulone miał ucho. A jednak nie odbierał telefonów. I, jakby tego było mało, nie stawił się na wieczorne spotkanie zarządu spółki tartacznej, któremu przewodniczył. Zamiast tego udał się na kępę sitowia i siedział na niej do rana, żując źdźbło i gapiąc się bezmyślnie w wodę. A potem, tuż po wschodzie słońca, jakoś tak się złożyło, że zanurkował. Wkrótce potem, sam nie wiedząc jak i kiedy, pojawił się znów na brzegu z Klejnotem w łapkach i pokicał raźno do domu.
A następnie Bajmistrz pouczył Małpę (rozmawiał z nią przez telefon, bo była w tym czasie na Hawajach):
„Potrafisz stosować sprytne sztuczki i czerpać dzięki nim wiele przyjemności. Gdybyś jednak zamiast gonić za rzeczami mniejszej wagi, skupiła się i dokładnie przeanalizowała swój główny cel – mogłabyś podjąć kroki, dzięki którym Klejnot już dziś należałby do ciebie.”
Po rozmowie z Bajmistrzem Małpa pierwszym samolotem wróciła z Hawajów nad jezioro. Podczas lądowania, przez okienko, sporządziła kilka fotografii terenu. Potem na ich podstawie wykonała dokładną mapę jeziora, na której z dużym prawdopodobieństwem zamierzała znaleźć miejsce, gdzie zatopiony był Klejnot. Trzeba tu przyznać - nie było to zbyt fascynujące zajęcie. Małpa musiała się naślęczeć po nocach i wykonać całą masę żmudnych obliczeń. Wreszcie jednak ustaliła współrzędne. Wtedy pozostało jej tylko wynająć brygadę perkozów – profesjonalnych nurków – i Klejnot dumnie stanął u Małpy w salonie, jak raz między ozdobną afrykańską tykwą, hiszpańską szpadą, a posągiem kopulującego bożka.
I Bajmistrz pouczył Nosorożca:
„Jesteś bardzo potężny, tak potężny, że drży przed tobą cała ziemia. Jednak gdybyś użył swojej potęgi nie do walki o swoje, a do umacniania innych, twoja siła dałaby ci o wiele większą radość.”
Nosorożec, słysząc te słowa, poszedł pomóc wiewiórkom rozgniatać orzechy. Potem wspólnie z bobrami taszczył ścięte gałęzie na żeremie i wreszcie z posłużył młodym małpkom jako zjeżdżalnia. A gdy pod koniec dnia ścigał się z wydrą przez jezioro, stwierdził ze zdziwieniem, że zamiast płynąć, biegnie po dnie. Oczywiście, był zbyt ciężki, by płynąć. I wtedy nagle, zupełnie niespodziewanie, w gąszczu wodorostów dostrzegł Klejnot.
A na końcu Bajmistrz pouczył Wieloryba:
„Masz dar snucia odważnych marzeń. Jednak gdybyś wcielił te marzenia w czyn, zamiast jedynie o nich marzyć, Klejnot mógłby znaleźć się w twoim własnym domu, na twoim stole, zamiast błyszczeć gdzieś z dala, w odmętach.”
I wtedy Wieloryb wyszedł na ląd i zbudował tam swój wymarzony Lodowy Hotel. Wodę do sporządzania lodowych bloków pobierał oczywiście z jeziora za pomocą własnych fiszbinów i wielorybiej tryskawki. Z czasem wzbogacił się na odwiedzających hotel obcokrajowcach, zaczął bywać w towarzystwie i pojął za żonę zgrabną, młodą Koszatkę. A pewnego dnia, w czasie pracy, na jego fiszbinach zupełnie niespodziewanie odcedził się upragniony skarb.
I w ten sposób każde z dziewięciorga zwierząt odebrało swoją własną instrukcję wykonania Totalnego Fikoła.
A nawiasem mówiąc - każde z tych zwierząt znajduje się w Tobie. I jest też wśród nich jedno zwierzę najważniejsze, jedno z dziewięciu. To ono udziela ci pierwszej lekcji w całym Elementarzu. A więc - od czego zaczyna się twój Elementarz i co to jest za zwierzę?
Czy jest to Mrówka, która zamiast sama zaharowywać się na śmierć i osądzać innych jako leniwych, lepiej aby wyluzowała się i zaczęła korzystać z życia?
Czy jest to Pies, który zamiast w pocie czoła pomagać wszystkim i potem złościć się, że go wykorzystano, mógłby zająć się rozwijaniem własnej błyskotliwości i talentów?
Czy jest to Paw, który zamiast tylko puszyć się i przechwalać, mógłby wreszcie zacząć zauważać innych i szczerze interesować się nimi?
Czy może jest to Kot, który zamiast pragnąć tragicznie i cierpieć bezowocnie, mógłby wytrwałym wysiłkiem zapracować na nagrodę?
A może chodzi tu o Sowę, która zamiast tworzyć kolejne teorie, niech podejmie wyzwania, z jakich składa się życie?
Czy też może mamy do czynienia z Zającem, który zamiast bać się na zapas i niepotrzebnie komplikować sprawy, mógłby raz odpuścić sobie i obstawić to, co proste?
Może jest to Małpa, która zamiast poszukiwać szybkich „wytrychów” i rozwiązań na skróty, mogłaby odkryć wartość skupienia na celu i racjonalnego dążenia w jednym kierunku?
Czy może to Nosorożec, który zamiast kontrolować sytuację i wymuszać rezultaty, mógłby z humorem wesprzeć innych w ich wysiłkach do celu, jakkolwiek oni go rozumieją?
I wreszcie, może to Wieloryb, który zamiast śnić na jawie, mógłby swoim marzeniom nadać wymierny kształt?
Jeśli dziecko przynosi złe stopnie, można po prostu załatwić mu korepetycje. Można też porozmawiać z nim i odkryć, że jest w jakiejś sferze życia nieszczęśliwe. Jeżeli ktoś jest chory, można go leczyć. Można też odkryć, że to nie jego organizm, ale sytuacja i wewnętrzne postawy, wywołały chorobę. Wybór jest zawsze między rozwiązaniem technicznym, radzącym sobie z problemem przedmiotowo tj. na zewnątrz, a ujawnieniem fałszywego przekonania, które tkwi w człowieku, w środku. Oczywiście fałsz ujawniony przestaje być fałszem. Znika, bo nigdy nie istniał. Na tym polega fikoł.„To czym jestem wystarczy, jeśli tylko będę tym jawnie.” Carl Rogers
Rozwiązanie techniczne – jest oparte na poczuciu, że coś nie działa i że trzeba się na tę okoliczność zabezpieczyć. Mówimy, że jest to rozwiązanie oparte na lęku. Choć pozornie radzimy sobie z problemem technicznie – ukryte lękowe przekonanie („nie działa”), pozostaje w człowieku nietknięte. Zasilany tym przekonaniem problem odrodzi się, jak głowa hydry – pomimo zaleczenia, wypłynie zaraz obok w innej formie. Co innego, gdybyśmy najpierw uzdrowili przekonanie. Tu przychodzi z pomocą Totalny Fikoł. Mówi on – ujawnij, poczuj i zaakceptuj swoje przekonania bez prób wywoływania zmiany. Jeżeli jednocześnie poczujesz swój problem i przestaniesz go zmieniać, on stanie się Tobą. Przez chwilę będzie trochę dziwnie. Świat stanie na głowie. Ale zaraz potem raniące cię przekonanie zniknie, ponieważ
NIE MOŻNA ŚWIADOMIE RANIĆ SAMEGO SIEBIE
Gdy problem i ty połączycie się w jedno wtedy zmiana, w odpowiednim momencie, wydarzy się naturalnie i bez oporu. Wyeliminowana zostanie przyczyna oporu – twoja nieświadomość, że
robisz to sobie sam, robisz to sobie sama.
Wszelkie próby wywołania zmiany na wyrost, zanim naprawdę zaakceptujemy siebie - powodują BUNT. Jego powodem jest nasza emocjonalna część, która odepchnięta, zachowuje się, jak królik w matni. Nie traktowana poważnie, zwyczajnie się boi. „To ONI! – krzyczy. - Chcą mi coś zrobić, ratunku!!!!” Jednak wychodząc z takiej pozycji trudno jest w coś naprawdę wierzyć, bo zawsze są ONI, którzy przyjdą i zburzą…
Lęk to inaczej brak całkowitej wiary w sukces. Możemy coś robić, ale co z tego, jeśli nie ma w nas ekstatycznej i trwałej radości, która mówi: „Hurra! To się na pewno uda!” Przeczuwamy, że gdybyśmy naprawdę w siebie wierzyli, nic nie mogłoby się nam oprzeć. Podziwiamy wielkich sportowców i wielkich polityków, którzy właśnie tak działali. To taka trochę sprzeczność. Wielcy sportowcy i wielcy politycy byli przede wszystkim twardzielami. A jednak wiara, która popychała ich naprzód – jest emocją. Aby mieć wiarę – trzeba najpierw uruchomić emocje, a to oznacza totalną miękkość.
Dopiero potraktowanie swoich emocji serio, budzi w nas wiarę w to, że warto w ogóle się wysilać. To jest ten Pierwszy Krok. Im bardziej miękcy się staniemy i im bardziej rzeczywiście pokochamy i uszanujemy nasze emocje TERAZ, tym większą przestrzeń stworzymy dla wiary w nasze poczynania POTEM. Będziemy sami sobie zwyczajnie wdzięczni. Ten kto kocha – jest wdzięczny i wierzy i to jest rozwiązanie oparte na miłości.
Kochanie siebie wyklucza obronny kontratak. Wiąże się ono raczej z jakiegoś rodzaju wypoczynkiem i troską. Owszem, zaniechanie obrony może wywołać dreszczyk – owo wąskie okno próby każdy odkrywa na własną rękę, w odpowiednim miejscu i czasie. Wytwarza ono jednak naturalną motywację, która w kolejnym etapie może popchnąć nas do nieugiętej, zdeterminowanej akcji, tam gdzie to możliwe i wskazane.
Chcesz więcej?
Zapraszamy na spektakl
„Orgazm życia czyli sztuka o najważniejszych decyzjach”
15 maja 2011 w Warszawie
więcej szczegółów
Zmieniony (Poniedziałek, 11 Kwiecień 2011 19:53)



